Życie na wysokich obrotach

Na co dzień pędzi slalomem przez życie między swoimi sportowymi pasjami, a pracą. Radosław Marcinkowski, Senior Assistant w zespole aktuariatu KPMG opowiada jak to jest nosić „sportowe okulary”.

Sport towarzyszy Ci od zawsze, ale kiedy stał się on Twoim sposobem na życie?

Sport zawsze był niezwykle ważną częścią mojego życia. Od najmłodszych lat trenowałem i próbowałem wielu sportów w różnych klubach i sekcjach, np. koszykówki, siatkówki, tenisa, karate, windsurfingu itp. Najdłużej i najwytrwalej jednak przywiązany byłem do dwóch z nich – snowboardu i piłki nożnej. Na desce zacząłem jeździć w wieku 5 lat i nie pamiętam zimy, bez co najmniej jednego dłuższego wypadu w góry, a w piłkę zacząłem trenować tuż przed 5-tymi urodzinami i tak to trwa do dzisiaj. W ostatnich latach pasja do snowboardu zapłonęła nawet jeszcze bardziej, po tym jak przerzuciłem się na deski zawodnicze i zacząłem regularnie startować w konkurencji slalomu. Nie umiem spojrzeć na swoje życie bez tych „sportowych okularów”, nie wiem czy to mój sposób na życie, ale na pewno nie wyobrażam sobie życia bez niego – to coś, co mnie nakręca!

Doba ma tylko 24h, a Ty potrafisz nią świetnie zarządzać. Jak wygląda Twój tydzień, kiedy musisz łączyć pracę zawodową z karierą sportową?

Obecnie z piłki trawiastej przeniosłem się na halową odmianę piłki nożnej tj. futsal. Gram w zespole występującym na co dzień w Futsal Ekstraklasie, czyli najwyższej polskiej oficjalnej lidze, gdzie mierzymy się z takimi zespołami jak Legia Warszawa czy Piast Gliwice. W związku w tym mój plan na każdy dzień, tydzień i miesiąc jest dość sztywno rozplanowany. Trenujemy wieczorami 3 razy w tygodniu po pracy, do tego raz basen oraz odnowa i praca z fizjoterapeutą. W każdy weekend gramy mecz, fajnie jeśli jest to mecz domowy, bo zostaje trochę wolnego czasu. Jednak, w co drugi weekend jedziemy na mecz wyjazdowy (m.in. do Bielska-Białej, Leszna, Gdańska czy Wrocławia) i wtedy wyjeżdżamy zazwyczaj około 9 rano, aby wrócić koło północy. Jeśli następny dzień to poniedziałek, to uwierzcie mi, że niełatwo jest rano wstać do pracy 😉 Jeśli podliczyć rozgrywki ligowe, pucharowe oraz dodatkowe turnieje i sparingi/obozy w okresie przygotowawczym, to wychodzi rocznie około 42 dni/weekendów meczowych. Nie zostaje wiele czasu wolnego, dlatego najczęściej tuż po ostatnim meczu w grudniu, wsiadam w samochód i pędzę w góry, aby wykorzystać w jak największym stopniu możliwość jazdy na desce i przygotowania się do zawodów w tej konkurencji. Staram się brać udział w około 3-5 w trakcie roku, zaczynając od Pucharu Polski w snowboardzie czy też Akademickich Mistrzostwach Polski. Całe szczęście, że moja rodzina i najbliżsi wspierają mnie w tym, bez nich i ich akceptacji ciężko byłoby to wszystko pogodzić, za co jestem im ogromnie wdzięczny.

Czas, który inwestujesz w sport przyniósł Ci do tej pory świetne sukcesy! Opowiesz kilka słów o najważniejszych z nich?

Jeśli chodzi o futsal to zdecydowanie jest to wyjazd na Akademickie Mistrzostwa Świata do Kazachstanu z kadrą Polski u-26. Niesamowite przeżycie, emocje i pierwszy mój kontakt z kadrą narodową. Zajęliśmy 8 miejsce, a moja dobra gra na tyle spodobała się selekcjonerowi dorosłej reprezentacji, że miesiąc później dostałem powołanie na zgrupowanie seniorskiej reprezentacji Polski. Oficjalnego meczu w dorosłej reprezentacji jeszcze nie zagrałem, ale o spełnienie tego marzenia dalej walczę i nie zamierzam się poddawać. W kontekście snowboardowym, to za swój największy sukces mogę uznać 3 miejsce na Akademickich Mistrzostwach Polski sprzed 2 lat. Przegrałem wtedy jedynie z dwoma czynnymi zawodnikami Polskiej kadry narodowej w snowboardzie, którzy regularnie trenują na śniegu, przez co najmniej 7 miesięcy w roku.  Jest to wynik, który zdecydowanie napawa mnie dumą. W tym samym roku prawie udało mi się wskoczyć do czołowej 16-stki zawodów rangi FIS w ramach mistrzostw Polski. Zająłem 17 miejsce, z którego jednak i tak jestem zadowolony biorąc pod uwagę, że przyjechali wtedy zawodnicy z ponad 6 krajów. Mam nadzieję, że w tym roku obostrzenia pandemiczne pozwolą wziąć udział w kolejnych zawodach i poprawić te rezultaty.

Zdecydowałeś się studiować aż 3 kierunki studiów. Czy łatwo było Ci połączyć karierę sportową z nauką? Skąd pomysł, aby studiować zarówno kierunki ścisłe, jak i humanistyczne?

Wolnego czasu wpradzie nie było za wiele już przy 2 kierunkach, trzeci tak naprawdę niewiele zmienił, jeśli chodziło o czas wolny. Musiałem po prostu być jeszcze bardziej efektywny, w tym co robiłem. Całe życie starałem się robić jak najwięcej mogłem, głównie dzięki pomocy rodziców, którzy do 18 roku życia wozili mnie z miejsca na miejsce. Poza szkołą codziennie miałem średnio 2 dodatkowe zajęcia czy to treningi (jak wspomniałem wcześniej, nigdy nie trenowałem tylko piłki, zawsze również coś poza tym, zmieniały się tylko dyscypliny) i to nauczyło mnie dość dobrze zarządzać swoim czasem, w końcu bieganie z kolegami po osiedlu również było nieodzowne i musiałem na to znaleźć czas. Jeśli człowiek jest odpowiednio zmotywowany i chce sobie poradzić z dużą ilością pracy, zajęć czy treningów to zawsze jest w stanie to zrobić. Kluczem jest tylko motywacja i chęć pokonywania ewentualnych przeszkód, które pojawiają się na drodze, zamiast rezygnacji. Szczerze mówiąc to nie umiem przegrywać i to mogła być moja największa motywacja, aby nie musieć przyznawać się do tego, że nie dałem rady połączyć 3 kierunków studiów ze sportem. Ktoś twierdzi, że się nie da? No to się przekonamy 😉 Stąd w sumie wynikł też trochę ten 3 kierunek – prawo. Kolega, który studiował na zarządzaniu oraz ekonomii na UW, powiedział mi, że wybiera się również na wydział prawa. Wcześniej miałem podobne pomysły z racji na ogólne zainteresowanie tą tematyką, jednak wydawało się to mało realne. Kiedy dowiedziałem się, że zamierza on rozpocząć kolejny kierunek, postanowiłem, że jeśli on ma dać rade to ja też spróbuje. Jak się okazało i czego dowiedziałem się nie tak dawno, kolega po nieco ponad roku zrezygnował z powodu braku czasu, mi udało się wytrwać do końca.

Na co dzień pracujesz w zespole aktuariatu. Czy dostrzegasz jakieś podobieństwa między sportem, który uprawiasz, a Twoją pracą?

Pewnie na pierwszy rzut oka podobieństwa ciężko znaleźć, jednak jeśli się nad tym lepiej zastanowić to jest tu kilka wspólnych mianowników. Obie te dziedziny cechuję konieczność ciągłego myślenia na wysokich obrotach. W futsalu z racji mniejszego boiska niż na trawie, wszystko dzieje się szybciej i dynamiczniej, trzeba utrzymywać wysoki poziom koncentracji w każdej sekundzie meczu. Dużo też zależy od tego jak zawodnik myśli, przewiduje wydarzenia i rozczytuje schematy grane przez przeciwników jako, że taktyki jest więcej, a niektóre mecze przypominać mogą w pewnym sensie szachy w dynamicznej odsłonie. Podobnie jest w naszej pracy, zajmujemy się dość skomplikowanymi tematami, w których myślenie zarówno schematem, jak i nieszablonowe jest niezwykle ważne. Poprzez sport nauczyłem się też działać dobrze w sytuacjach tzw. stresowych, które dla mnie najczęściej stanowią zwiększoną motywację do działania, a nie pewnego rodzaju blokadę. To także bardzo pomaga mi w pracy, zwłaszcza gdy zbliża się deadline projektu. Umiem wtedy zatopić się w pracy, złapać odpowiednie flow i przez dłuższy czas być skupionym na tym co trzeba, organizm sam wtedy wie co i jak należy robić, a efekty takiej pracy są zazwyczaj najlepsze.

Jakie według Ciebie cechy są niezbędne do pracy w zespole aktuariatu?

Przede wszystkim poczucie humoru! Nasz zespół cechuje naprawdę świetna atmosfera, bardzo się lubimy nie tylko w pracy, ale zwłaszcza poza nią i często się widujemy. Przechodząc do cech merytorycznych, to bardzo pomocna jest otwarta głowa i umysł analityczny. Nie mam na myśli tego,, że trzeba mieć doktorat z matematyki czy finansów, wystarczy tylko być chętnym do nauki i zrozumienia ubezpieczeń od strony aktuarialnej oraz łączyć ze sobą fakty w logiczny sposób. Całej reszty można się nauczyć, a w naszym zespole jest zdecydowanie od kogo i zazwyczaj każdy chętnie udzieli dobrej rady. Jesteśmy różnorodnym zespołem ludzi, w którym każdy ma swoje pasje i nikt nie ogranicza się tylko do tego co w ubezpieczeniach, dlatego myślę, że praktycznie każda nowa osoba, która do nas dołącza lub dołączy odnajdzie się tutaj bez trudu. Zapraszamy do współpracy, każdego, kto czuje się na siłach zmierzyć się z rynkiem ubezpieczeniowym. Uważam, że jest to praca ciekawa, interesująca, ale też odpowiednio ambitna, przez co ciężko jest popaść w monotonię czy znudzenie.

Wystarczy tylko być chętnym do nauki i zrozumienia ubezpieczeń od strony aktuarialnej oraz łączyć ze sobą fakty w logiczny sposób. Całej reszty można się nauczyć, a w naszym zespole jest zdecydowanie od kogo i zazwyczaj każdy chętnie udzieli dobrej rady

– Radek Marcinkowski