Czym jest academic meetup?

Wiążesz swoją przyszłość z prawem i szukasz miejsca gdzie możesz zdobywać doświadczenie? Na co dzień aktywnie działasz w kołach naukowych lub organizacjach studenckich? Realizujesz ciekawe projekty i wydarzenia, o których chcesz opowiedzieć innym? Spotkaj się z nami podczas academic meetup – law edition! 


Dlaczego warto wziąć udział w academic meetup?

  • poznasz możliwości praktyk i pracy oraz rozwoju w jednej z najlepiej ocenianych jako pracodawcy kancelarii
  • zdobędziesz wiedzę merytoryczną od ekspertów kancelarii KPMG Law
  • porozmawiasz z ekspertami z kancelarii KPMG Law
  • poszerzysz swoją sieć kontaktów i poznasz studentów z innych uczelni w Polsce
  • zobaczysz nasze warszawskie biuro
  • spędzisz czas z inspirującymi ludźmi w super atmosferze
  • a dodatkowo czeka na Ciebie niesamowita dawka śmiechu, którą zapewni Teatr Improwizowany Klancyk

Kto może wziąć udział w wydarzeniu ? 

studenci prawa od III roku studiów
osoby zainteresowane rozwojem kariery w kancelarii
studenci aktywnie działający w prawniczych
kołach naukowych i organizacjach studenckich

Kiedy i gdzie odbywa się wydarzenie?

Spotykamy się 20 maja w warszawskim biurze KPMG.

Poznaj agendę wydarzenia.

Liczba miejsc jest ograniczona. Uczestnikom spoza Warszawy zapewniamy nocleg w hotelu 20 maja, a także zwracamy koszty podróży.

Dołącz do nas i wypełnij formularz zgłoszeniowy

Napisz w jakiej organizacji lub kole działasz i dlaczego chcesz wziać udział w academic meetup.

28 maja zapraszamy na warsztat podatkowy online w ramach cyklu „Majówka Podatkowa”. Podczas wydarzenia dowiecie się o kontrowersjach wokół reformy podatku u źródła (WHT)

W trakcie warsztatu online prelegent Marcin Czerwiński, supervisor w dziale doradztwa podatkowego KPMG w Polsce przedstawi najistotniejsze problemy praktyczne wynikające z reformy reguł poboru podatku u źródła:

1. Regulacje międzynarodowe, unijne i krajowe w zakresie podatku u źródła (WHT)
2. Nowy mechanizm poboru podatku u źródła (tax refund zamiast relief at source)
3. Klauzula rzeczywistego właściciela (beneficial owner)
4. Wymóg posiadania substancji gospodarczej
5. Koncepcja look through approach
6. Opinia o stosowaniu zwolnienia
7. Oświadczenie o spełnieniu warunków zwolnienia
8. Zwrot podatku u źródła na wniosek
9. Podsumowanie – wadliwość nowej regulacji, doświadczenia praktyczne

Kiedy: 28 maja 2020 godz. 16:45-18:15
Gdzie: Platforma Microsoft Teams
Zapisy: https://www.facebook.com/events/2325530237747911/?event_time_id=2325530274414574

Zapraszamy na webinar z serii Akademia Praktykanta pt. „Europeizacja polskiego prawa podatkowego czy jego umiędzynarodowienie?”. O wpływie zewnętrznych systemów podatkowych na sytuację polskiego podatnika opowiedzą Karolina Rutkowska Barnaś i Anna Tyniec z działu doradztwa podatkowego w KPMG w Polsce. 

Stosowanie polskich regulacji prawa podatkowego może przysparzać wiele problemów praktycznych. Stosowanie równocześnie trzech porządków prawnych – europejskiego, międzynarodowego oraz krajowego to już nie lada wyczyn. W trakcie webinarium dowiecie się, który z tych trzech porządków powinien znaleźć zastosowanie jako pierwszy, czemu służą umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania a także jaki wpływ mają dyrektywy na zdarzenia gospodarcze mające miejsce na terytorium kraju. Wszystko to, zostanie przedstawione na praktycznych przykładach, omówionych przez ekspertów z KPMG.

Limit uczestników: 200!

Kiedy: 15 maja 2020, godz. 16:30
Gdzie: Platforma ClickMeeting
Zapisy: https://elsapoland.clickmeeting.pl/akademia-praktykanta-z-kpmg/register?_ga=2.2324857.899723472.1588881674-1282416230.1578517013

Pierwszy skok wcale nie budzi największego strachu. Najtrudniejszy jest drugi i trzeci. Wtedy wiele osób rezygnuje. Przed pierwszym skokiem człowiek nie wie, czego dokładnie ma się bać. Podczas drugiego już wie. Ale dla mnie to czysta przyjemność. Przez pond 20 lat wykonałem już 1300 skoków i po każdym chcę kolejnego – o skokach spadochronowych, swojej wielkiej pasji, opowiada Radosław Ciechański, doradca podatkowy, menedżer w zespole ulg i dotacji KPMG w Polsce.

Zacząłem standardowo – od badań lekarskich, następnie części teoretycznej kursu. Po kilku spotkaniach nadszedł czas na praktyczne szkolenie na lotnisku. To nie jest kurs na skalę trudności egzaminów na księgowych czy audytorów. Miałem trochę meteorologii, techniki skoków, kwestie bezpieczeństwa, zdobyłem wiedzę, jak skok wpływa na organizm. No i nastąpił pierwszy skok. Co wtedy czułem, zrozumieć mogą tylko osoby, które też skaczą – bardzo trudno to wyjaśnić.

W świadomości wielu osób spadochroniarstwo funkcjonuje jako superekstremalny sport, dla komandosów. A jest to normalna aktywność fizyczna, nawet rekreacyjna. Choć może wymaga większej odporności psychicznej.

Nie chodzi tylko o adrenalinę, choć ona oczywiście jest. Skoczkowie mówią o wolności, poczuciu się jak ptak – zgadzam się z tym, skakanie daje olbrzymią frajdę. Jedni łowią ryby, inni zbierają znaczki a ja wybrałem sobie takie hobby. Choć rzeczywiście niektórym może się wydawać nienormalnym wyskakiwanie z lecącego samolotu. Dla nas nienormalnym jest lądowanie na pokładzie samolotu – czasem się śmiejemy z kolegami, że to bardziej stresujące niż skok. Lecimy po to, aby skoczyć, skoro lądujemy, to znaczy, że coś się stało, np. warunki pogodowe się popsuły albo jest jakaś awaria – czyli coś niezgodnego z założeniem.

Rekord Polski na sto osób

Zaczynam skakać praktycznie od początku sezonu, gdy tylko pogoda na to wreszcie pozwala, najczęściej od kwietnia do później jesieni. Praktycznie co weekend. Czasem są wydarzenia specjalne, jak niedawne bicie rekordu Polski. Stworzyliśmy największą w kraju formację sekwencyjną – 30 osób złapało się w powietrzu i zrobiło dwa punkty, czyli dwie różne figury.

Mamy również na koncie rekord z 2015 roku, kiedy zbudowaliśmy stuosobową formację z jednym punktem. Świetnie to wyglądało, część z nas była ubrana na biało, część na czerwono i w powietrzu stworzyliśmy barwy narodowe.

Aby takie rekordy były uznane, wszystko musi być szczegółowo dopracowane jeszcze na ziemi. Poza tym, każdy uczestnik musi mieć sportową licencję aeroklubu i ważne badania. Są sędziowie, jest konkretnie rozpisana formacja, do której każdy imiennie jest przypisany – które miejsce ma zająć i co zrobić. Ustalamy, kto z którego samolotu skacze. Planowanie a następnie perfekcyjne wykonanie są niezbędne, bowiem rekord nie zostanie uznany nawet wtedy, jeśli figura wyjdzie taka, jak powinna, ale np. dwie osoby pomyliły się i odwrotnie zajęły miejsca. W powietrzu każdy musi być tam, gdzie zostało ustalone.

Bezpieczniej niż na rowerze

Wśród skoczków są osoby, które mają posturę kuleczki, ale dobrze im się skacze. Ten sport nie wymaga jakiś niezwykłej zaprawy kondycyjnej, choć oczywiście należy się rozciągnąć, być elastycznym – to pomaga. Jeśli chodzi o treningi poza sezonem, to cieszymy się z istnienia tuneli aerodynamicznych.

Kontuzje oczywiście się zdarzają, ale mam wrażenie, że ten sport uchodzi za bardziej niebezpieczny niż jest. Najczęstszym powodem są oczywiście błędy przy lądowaniu. Jest takie powiedzenie, że spadochroniarzy dzieli się na tych, którzy już „przydzwonili” i na tych, którzy „przydzwonią”. Ale statystycznie bardziej urazowe jest jeżdżenie na rowerze.

Należę do pierwszej grupy skoczków. Raz mocniej „przydzwoniłem”, dwa razy słabiej. Po tym mocniejszym przyszła mi myśl, że może zaprzestanę skakania, ale szybko się jej pozbyłem. Jeszcze będąc o kulach i z nogą w gipsie, kupiłem nowy sprzęt i robiłem wszystko, aby jak najszybciej wrócić do skakania.

Podzielić się doświadczeniem

Najczęściej skaczę w Sky Camp pod Koninem. Jestem w tamtejszym aeroklubie również instruktorem. Ściślej – na strefie, bo tak mówimy na miejsce skoków. Cieszę się z zainteresowania młodych ludzi tym sportem. Chętnych do nauki jest więcej niż jesteśmy w stanie fizycznie przeszkolić. Część osób zaczęła od skoku tandemowego, gdzie leci się podpiętym pod skoczka jako „pasażer”. No i połknęły bakcyla. Chcą skakać same.

Na początku, po zakończonym kursie, nie ma konieczności inwestowania w sprzęt. Każda strefa szkoleniowa ma swój. Najpierw uczniom udostępnia sprzęt szkoleniowy do pierwszych skoków, następnie studencki, na którym zdobywają doświadczenie. Później nadchodzi czas na bardziej wymagające sprzęty – ale to bardzo indywidualna sprawa. Jedni skaczą mniej, inni więcej. Jeśli ktoś robi mniej skoków, wypożyczanie sprzętu wydaje się rozsądnym rozwiązaniem. Nowy, kompletny to wydatek rzędu 7 tys. dolarów.

Zmiana sprzętu wiąże się z postępami, które robimy, mówiąc w uproszczeniu chodzi o rozmiar czaszy. Zaczyna się od spadochronu, który ma 260 stóp, następnie 240, 220 aż możemy dojść np. do 120. Początkowo te przejścia są dość szybkie, niektórym na 260 wystarczy 10 skoków.

Wielu skoczków kompletowanie sprzętu zaczyna od uszycia własnego pokrowca – przylega on do ciała, powinien być dopasowany i wygodny, ale na samą czaszę nie od razu się decydują.

Spadochron zawsze się otwiera. Prawie zawsze…

Trzeba też pamiętać, że jest to czasochłonny sport, zajmuje praktycznie cały weekend. Jesteśmy zależni od pogody, ale nawet jeśli prognozy mówią, że ma być nieciekawa i tak jedziemy na lotnisko, bo często na miejscu okazuje się, że warunki do skoków są dobre. Bywa oczywiście odwrotnie. W zależności od tego, ile kto czasu może poświęcić, to 100 skoków robi w rok albo miesiąc. Od tego też zależy decyzja o własnym sprzęcie. Poza tym, jak w każdym innym sporcie – im bardziej profesjonalnie zaczynamy go uprawiać, tym większe wydatki nas czekają.

Nie zapominajmy o spadochronie zapasowym – jest rzadko używany, ale bywa… Potrzebny był mi dwa razy. Bardzo rzadko dochodzi do sytuacji, jakie widujemy w filmach, że główny spadochron w ogóle się nie otwiera. Z reguły się otwiera i dopiero wtedy coś się dzieje. Czasem winny jest sam proces złożenia – na ile starannie ktoś go wykonał. Możliwe są komplikacje przez niewłaściwą sylwetkę skoczka. Przyczyn może być wiele, ale chyba najczęściej jest to czynnik ludzki, ktoś popełnił błąd.

Poza kwestią sprzętu, są oczywiście jeszcze koszty bieżące. Koszt tzw. biletu na samolot to około 100 zł – zależy oczywiście od strefy. Spadochron można ułożyć samodzielnie albo zlecić za około 20 zł układaczom. Dziennie skoczkowie wykonują od pięciu do 20 skoków.

Społeczność skoczków

Można powiedzieć, że to sport na granicy uzależnienia – jest bardzo mało okazjonalnych skoczków. Najczęściej, jak ktoś w to wchodzi, to na całego. Jeśli z jakichś względów nie pojadę na lotnisko, to ciągle myślę: a oni tam skaczą. Jeśli ktoś nie może skakać, a ma czas, to często przyjeżdża na lotnisko, aby choć pobyć, chłonąć atmosferę.

W środowisku spadochroniarzy na całym świecie panuje zasada, że na lotnisku nie mówi się nikomu per pan, pani. Wszyscy są równi – nie ma tam prezesów, dyrektorów, doktorów, adwokatów. Nikt się nie wywyższa. Wspaniała społeczność.

Skok w biznes

Skakanie wiąże się z planowaniem, logistyką, przygotowaniem sprzętu a skok jest zwieńczeniem. To też praca zespołowa. Takie podejście do sportu można implementować w pracy. Zanim uda się osiągnąć cel, trzeba się do niego przygotować, skoordynować wysiłki wielu ludzi – jak w skokach w formacji. Najpierw próby, wizualizacje, później maksymalna koncentracja na wykonaniu zadania, nie można się rozpraszać.

Skoki też dają pewien dystans, który się przydaje na co dzień. Tam w górze wszystko dzieje się szybko, jesteśmy w ciągłym niedoczasie. W pracy tempo jest normalne, ale umiejętność szybkiego reagowania jest bardzo przydatna.

Dobrze też pracować w firmie, która rozumie, że pasje ludzi są dla nich ważne i nie przeszkadzają w pracy, tylko pozwalają ją lepiej wykonywać. Przy okazji różnych eventów, typu bicie rekordów Polski, nigdy nie miałem problemu z urlopem.

„Rzeczą, którą najtrudniej w świecie zrozumieć, jest podatek dochodowy” – twierdził Albert Einstein. Geniusz mówił tylko o podatku dochodowym, bo nie było jeszcze polskiej ustawy o podatku VAT… I właśnie dlatego potrzebni są doradcy podatkowi. Bo prosty system nie istnieje i potrzebni są ludzie, którzy znają jego meandry.

Doradca podatkowy to przede wszystkim prawnik, ale przydatna jest również wiedza zakresu ekonomii i finansów – przeanalizowanie sprawozdania finansowego spółki nie może nastręczać mu problemów. Jednak samo wykształcenie, to o wiele za mało. Niezbędna jest praktyka i zdany egzamin. Bardzo trudny egzamin.

System jest tak zorganizowany, że nie ma dyplomowanych doradców podatkowych bez doświadczenia. Aby zostać wpisanym na listę doradców, trzeba mieć dwuletnią praktykę w zawodzie. Można ją zdobyć przed lub po egzaminie, jednak ta druga opcja jest trudniejsza.

– Podczas egzaminu, zwłaszcza ustnego, bardzo przydaje się praktyczna wiedza zdobyta w pracy. Przyszły doradca podatkowy pod okiem doświadczonego pracownika zajmuje się różnymi problemami, o które może być zapytany podczas egzaminu. Niektóre z egzaminacyjnych pytań przerabia w praktyce – mówi Michał Mrozik, Manager w dziale Doradztwa Podatkowego KPMG, doradca podatkowy.

Z reguły KPMG zatrudnia  osoby, które dopiero czeka egzamin. Zdobywając niezbędne doświadczenie przygotowują się do obu części egzaminu: pisemnej i ustnej.

– Egzamin pisemny to test wyboru i łatwiej się do niego przygotować – uważa Michał Mrozik. – Natomiast w części ustnej mam wrażenie, że komisja widzi, czy ktoś wie o czym mówi, zna oraz rozumie problem i docenia, że ktoś już dany casus przećwiczył w praktyce.

Zarówno do części pisemnej, jak i ustnej zbiór pytań jest znany, ale w przypadku drugiej części egzaminu jest on bardzo, bardzo obszerny. Poziom pytań jest zróżnicowany i zdaniem Michała Mrozika zdarzają się wręcz banalne, ale są też niezwykle trudne.

– Do egzaminu uczyłem się cztery tygodnie. KPMG stwarza warunki do nauki, dlatego też wziąłem urlop, który poświęciłem na przygotowanie się. Miałem już pewne doświadczenie, co ułatwiło mi zadanie, ale i tak ogrom materiału do przyswojenia sprawił, że nie byłem w stanie przygotować się zaglądając do książek wieczorami po pracy – wspomina Michał Mrozek.

Tym bardziej, że po kilku godzinach pracy, trudno efektywnie przyswajać wiedzę wieczorową porą. – Ta praca jest wymagająca – przyznaje bez ogródek nasz rozmówca. – Wymaga dużej kreatywności. Nie należy mylić zawodu doradcy podatkowego z osobą, którą wprowadza do Excela dane finansowe. Należy też rozróżnić zawód księgowego, który tylko w niewielkiej części jest zbieżny z zawodem doradcy.

– Doradca, poza znajomością przepisów, ich interpretacją przez organy skarbowe oraz orzecznictwem sądów, zajmuje się także analizą danych finansowych klienta i musi myśleć o jego biznesie, znać jego specyfikę. Powinien dobrze zrozumieć jego podatkowy problem we wszystkich wymiarach – podkreśla Michał Mrozik.

W tej pracy nie ma też rutyny. Klienci rzadko mają proste problemy – z takimi radzą sobie sami.. Jednak każdy ma inną specyfikę prowadzonego biznesu i inne problemy. Praktycznie nie ma powtarzalnych spraw.

Wśród doradców trudno znaleźć introwertyków. Ta praca wymaga kontaktu z klientami, dobrego kontaktu, aby dogłębnie zrozumieć ich problemy. Trzeba być dociekliwym, bowiem klient może nie mieć świadomości, jakie informacje są istotne w danej sprawie. Czasem trzeba też uczestniczyć w rozprawie sądowej.

Należy też bardzo dbać o swoją reputację – prowadzenie zbyt hulaszczego trybu życia to ryzyko nieprzyjemności ze strony organów pilnujących porządku publicznego. Zgodnie z przepisami, doradcą podatkowym może być osoba o nieskazitelnym charakterze, której dotychczasowe zachowanie daje rękojmię prawidłowego wykonywania zawodu. Trzeba mieć też pełną zdolność do wykonywania czynności prawnych i korzystać w pełni z praw publicznych. Doradca podatkowy to zawód zaufania publicznego.

Nie jest to wprawdzie nigdzie zapisane, ale doradca powinien charakteryzować się również innymi cechami, aby dobrze wykonywać swoja pracę.

– Pożądana jest dokładność. Nie wystarczy skrupulatnie zbadać sprawę, ale również dokładnie przeprowadzić wyliczenia a nawet przypilnować, aby w piśmie nie było literówek – przestrzega Michał Mrozik.

Bardzo istotna jest także umiejętność nadawania sprawom odpowiednich priorytetów. Nie da się zrobić wszystkiego na raz, a czasem sytuacja jest bardzo dynamiczna. To, co było najważniejsze wczoraj, dziś już takie nie jest.

Umiejętność działania pod presją czasu to nie tylko slogan z ogłoszenia rekrutacyjnego. Trzeba sobie z nią radzić, aby nie popaść w chaos, gdy zbliżają się terminy a sprawy wciąż nie są zakończone. Z klientami z reguły ustalane są realne terminy, ale bywa, że sprawa, która na pierwszy rzut oka wydawała się dość prosta, po zapoznaniu się z nią okazuje się skomplikowana i trzeba jej poświęcić znacznie więcej czasu.

A jak wygląda typowy dzień pracy doradcy podatkowego w KPMG. Michał Mrozik od 30 minut do godziny poświęca prasówce. Uważnie musi przestudiować artykuły z zakresu prawa, podatków i finansów. Podstawowe gazety to „Dziennik Gazeta Prawna”, „Rzeczpospolita” i „Puls Biznesu”. Nie chodzi tylko o to, aby być na bieżąco, ale też o to, by zapoznać się z artykułami, które czytają klienci. Często poruszeni jakąś publikacją dzwonią z pytaniami. Dobry doradca już przed pierwszym telefonem czy mailem wie, czy zmiany zapowiedziane w mediach rzeczywiście będą wprowadzone, czy też to tzw. kaczka dziennikarska, albo mało znacząca dla klienta zmiana, której waga na potrzeby artykułu została wyolbrzymiona.

Resztę dnia wypełnia mu praca merytoryczna oraz spotkania z klientami lub rozmowy telefoniczne.

Michał Mrozik podkreśla, że w przypadku jego zawodu, niezbędne jest ciągłe dokształcanie się. Trzeba być na bieżąco z nieustannie zmieniającymi się przepisami.

– W wielkim błędzie jest ten, kto wyobraża sobie, że wystarczy wysiłek na początku kariery, czyli zdobycie praktyki i zdanie trudnego egzaminu, a później już tylko odcinamy kupony. Nasza firma dopinguje do tego, abyśmy zdobywali nową wiedzę. Podlegamy corocznym ocenom – opowiada.

W KPMG każdy powinien angażować się w dodatkowe aktywności.. Przy ocenie brane są pod uwagę  udział w szkoleniach, konferencjach czy przygotowanie  wartościowych publikacji. Niemile widziane jest osiadanie na laurach. Nagradzane za to są sukcesy. Ale co oznacza sukces w takim zawodzie? Ocena może być trudna. Z pozoru złym doradcą jest ten, którego klient zapłacił milion złotych kary urzędowi skarbowemu. Dobrym zaś jego kolega, który zaproponował innej firmie takie rozliczenie, że zyskała milion złotych. Jednak gdybyśmy przyjrzeli się bliżej mogłoby okazać się, że ten drugi prowadził mało skomplikowaną sprawę, a dzięki wielkiemu zaangażowaniu i profesjonalizmowi pierwszego doradcy, jego klient nie zapłacił grożącej mu pięciomilionowej kary, tylko pięciokrotnie niższą.

– Skoro nasz klient płaci milion złotych kary i dalej pozostaje naszym klientem, to ma świadomość, iż bez naszego udziału sprawa skończyłaby się dla niego dużo gorzej, a my zrobiliśmy wszystko, aby uchronić go przed konsekwencjami jego błędu – mówi Michał Mrozik. – Naszym sukcesem jest to, że klienci nam ufają.

Doświadczenie zawodowe zbierał przez dwie dekady. Teraz się nim dzieli i to w taki sposób, że młodzi ludzie gotowi są wybrać pracę z nim w Warszawie zamiast robić karierę w Paryżu – rozmowa z Jackiem Bajgerem, partnerem w dziale doradztwa podatkowego, szefem zespołu cen transferowych.

Macie wąską specjalizację w branży podatkowej: ceny transferowe. Mimo że pracujecie z  międzynarodowymi korporacjami, to zapewne wśród znajomych i rodziny uchodzicie po prostu za specjalistów od podatków. Zdarza się, że podczas rodzinnego obiadu jesteście proszeni o rozliczenie PIT-ów?

Jacek Bajger: Coś w tym jest (śmiech). Kiedyś nawet zostałem zapytany o podatek rolny. Z doradcą podatkowym jest trochę jak z lekarzem. Podczas spotkań towarzyskich czy rodzinnych jest proszony o zbadanie bolącej nogi, czy o zalecenia na niestrawność i nikogo nie interesuje, że jest okulistą.

Jaką wiedzę trzeba mieć, aby doradzać w rozliczeniach między spółkami, które mają tego samego właściciela?

J.B.: Musimy mieć wiedzę z zakresu prawa i ekonomii. Doradcy podatkowi to często absolwenci prawa, ale w naszej działalności bardzo ważną rolę odgrywa wiedza ekonomiczna. I stwierdzam to ja, prawnik. Dlatego w naszym zespole pracują i prawnicy, i ekonomiści. Jeśli ktoś łączy obie te specjalizacje, tym lepiej, taka synergia spojrzeń jest bardzo przydatna. Rozważamy sprawy z prawnego i z ekonomicznego punktu widzenia.

I jest jeszcze trzeci punkt widzenia: punkt widzenia urzędu skarbowego.

J.B.: Zgadza się. Ceny transferowe to teraz jeden z najgorętszych tematów podatkowych.

Zapewne dlatego, że jest to bardzo wdzięczne pole do zaniżania zobowiązań podatkowych. Gdy moja spółka kupi od innej mojej spółki usługę za jakąś niebotyczną kwotę, to ponosi duże koszty, przez co płaci niższe podatki. Jednak jeśli ta transakcja była w 100 procentach uczciwa, jak dowieść urzędnikom skarbowym, że taka usługa była nam potrzebna i faktycznie jest tyle warta?

J.B.: Na planowaniu takich transakcji polega nasza praca. Patrzymy na specyfikę branży oraz rynku i staramy się ustalić, czy cena byłaby taka sama, gdyby brały w niej udział podmioty niezależne od siebie. Aby firma mogła się uchronić przed zarzutem transferu zysków musi pokazać, że stosowała ceny rynkowe. I to jest nasze zadanie. To jednak nie jest proste, bo obracamy się w świecie fikcji. Analogiczna sytuacja nie istnieje. Dlatego to bardziej sztuka niż nauka. Naszą rolą jest oszacowanie i uprawdopodobnienie zakresu cenowego. Taka usługa i taki towar powinien kosztować od – do. Jeśli cena nie mieści się w tych widełkach, fiskus może mieć uzasadnione wątpliwości. Działamy według istniejących zasad nie tylko krajowych, ale również stworzonych przez OECD, ponieważ nie da się tematu załatwić na poziomie jednego kraju. Często są to transakcje międzynarodowe. Jeśli przesadnie zabezpieczymy klienta w Polsce ustalając niską cenę, to możemy narazić na nieprzyjemności firmę w innym kraju, która będzie musiała się tłumaczyć przed angielskim, irlandzkim czy niemieckim fiskusem.

Działacie mniej więcej tak, jak adwokaci podczas procesu, którym raz uda się klienta wybronić, innym razem nie, bo gwarancji być nie może?

J.B.: W tej branży gwarancji rzeczywiście nie ma. Jednak nie zgodziłbym się z tą analogią. Adwokat pojawia się w momencie, gdy jest spór. My zaczynamy działać wcześniej. Projektujemy transakcję tak, aby do żadnego sporu nie doszło. Dmuchamy na zimne.

Oczywiście, czasem zdarza się, że klient przychodzi do nas w momencie, kiedy transakcji już dokonał według własnego uznania i właśnie trwa u niego kontrola skarbowa, która przybiera bardzo niekorzystny obrót. Wtedy rzeczywiście jesteśmy w roli adwokata, który stara się tylko zmniejszyć wymiar kary.

Interpretacje aparatu skarbowego czasem są zaskakujące i nawet z dobrze przygotowaną transakcją możemy narazić się na szykany.

J.B.: Przy dużych, powtarzalnych transakcjach, jest możliwość negocjowania z Ministerstwem Finansów poziomu cenowego. To są fajne projekty. Satysfakcja jest olbrzymia, gdy uda się wypracować rozsądny konsensus – znaleźć równowagę między apetytem fiskusa a interesem firmy. Interesy niby są sprzeczne, ale jednak to wcale nie wygląda tak, że przedsiębiorcy nie chcą płacić podatków. Przede wszystkim chcą mieć święty spokój ze strony aparatu skarbowego. Mają dość stresów związanych z prowadzeniem biznesu, pochłania im to mnóstwo czasu i nie chcą tracić energii i nerwów na spory, chcą mieć z tej strony wszystko poukładane. Dlatego nie unikają płacenia, choć oczywiście chcą to robić na takim poziomie, aby móc normalnie funkcjonować i aby biznes przynosił zyski, bo w końcu taki jest sens prowadzenia działalności gospodarczej.

Ma pan wiele osiągnięć, a z pańskiej wiedzy i doświadczenia czerpią nie tylko klienci KPMG, ale również media prosząc pana o komentarze. Kiedy stwierdził pan: „jestem ekspertem”? Był taki przełomowy moment?

J.B.: Jeden z moich kolegów odszedł po dwóch latach wspólnej pracy. Stwierdził, że musi coś w swoim życiu zmienić, zająć się czymś innym, bo o cenach transferowych wie już wszystko (śmiech). Od 21 lat jestem doradcą, od 2001 roku w KPMG zajmuję się cenami transferowymi i cały czas pojawiają się nowe wyzwania. Często spotykam się z takim przeświadczeniem, że moja praca jest nudna – taki księgowy ze swoimi cyferkami. A proszę mi wierzyć, że nigdy, NIGDY przez te wszystkie lata nie zetknąłem się z dwoma takimi samymi sprawami. Może być firma z tej samej branży, działająca na tym samym rynku, a mimo to trzeba problem rozwiązać inaczej, pojawiają się inne czynniki. To mnie w tej pracy fascynuje! Tu nie ma nudy!

Wczoraj zajmowałem się sprawą jednego klienta, przedwczoraj analizowałem problem u innego. Aby zająć się tematem mam obowiązek poznania ich działalności, abym wiedział, na czym polega specyfika ich firmy. Nie mogę inaczej. Dlatego, jeśli tylko mogę, zwiedzam hale produkcyjne, zdobywam wiedzę o produkcji elektrod węglowych, papierosów czy budowie kombajnów.

Nie wyobrażam sobie, że do KPMG można sobie przyjść z ulicy i usłyszeć, że skoro chcesz się uczyć, to siadaj tu obok pana Jacka i ucz się cen transferowych.

J.B.: Żeby trafić do mnie na ostateczne interview, trzeba oczywiście przejść przez kilka testów. Specyfika naszej specjalizacji polega między innymi na tym, że nie można się jej nauczyć na studiach. Można zetknąć się z niektórymi zagadnieniami, ale mam świadomość, że ktokolwiek do mnie przyjdzie, będę go musiał uczyć praktycznie od zera. Dlatego do pracy w zespole nie szukam specjalistów. Szukam – jakby to nie zabrzmiało – fajnych ludzi. Po pierwsze, musi nam się ze sobą dobrze pracować, po drugie, nasza praca polega na kontaktach z klientami. Z klientem należy nawiązać relacje, więc dobrze, aby się móc łatwo porozumieć. Musimy mieć z nim dobry kontakt, aby rzetelnie wykonać swoją pracę. Takie wrażenie, jakie zrobi na mnie kandydat do pracy, zrobi też na kliencie.

11 kwietnia zapraszamy na spotkanie z KPMG na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w godz. 9:00 – 14:00. To kolejna, tym razem lubelska uczelnia, którą odwiedzimy w tym roku akademickim. Wyruszamy, aby wyłowić talenty, które opowiedzą nam o swojej wizji kariery, a my o tym, w jaki sposób można dołączyć do naszych zespołów.

Dlaczego warto odwiedzić nasze stoisko?

Jeżeli chcecie dowiedzieć się, jak wygląda kariera w firmie, a także zapoznać się z wymogami rekrutacyjnymi, które powinni spełniać kandydaci – koniecznie nas odwiedźcie. Będziecie mieli również okazję porozmawiać bezpośrednio z przedstawicielami różnych działów i poznać specyfikę pracy w poszczególnych zespołach. Nie zapomnijcie także o swoim CV – będziecie mieli możliwość na miejscu skonsultować je z rekruterem.

Czekamy na Was w czwartek 11 kwietnia w Budynku Wydziału Prawa i Administracji UMCS w Lublinie przy Placu Marii Skłodowskiej-Curie 5 od 9:00 do 14:00.

3 kwietnia zapraszamy na spotkanie z KPMG na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w godz. 9:00 – 14:00. To kolejna poznańska uczelnia, którą odwiedzimy w tym roku akademickim. Wyruszamy, aby odszukać talenty, które opowiedzą nam o swoich planach zawodowych, a my o tym, w jaki sposób można dołączyć do naszych zespołów.

Dlaczego warto odwiedzić nasze stoisko?

Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej na temat kariery w firmie, a także zapoznać się z wymogami rekrutacyjnymi stawianymi kandydatom – koniecznie nas odwiedźcie. Będziecie mieli również okazję porozmawiać bezpośrednio z przedstawicielami różnych działów i poznać specyfikę pracy w poszczególnych zespołach. Pamiętajcie także o swoim CV – będziecie mieli możliwość na miejscu skonsultować je z rekruterem.

Czekamy na Was w środę 3 kwietnia w Budynku Collegium Iuridicum Novum Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu przy Al. Niepodległości 53 od 9:00 do 14:00.

29 marca zapraszamy na spotkanie z KPMG na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu w godz. 9:00 – 14:00. To kolejna wrocławska uczelnia, którą odwiedzimy w tym roku akademickim. Wyruszamy, aby wyłowić talenty, które opowiedzą nam o swojej wizji kariery, a my o tym, w jaki sposób można dołączyć do naszych zespołów.

Dlaczego warto odwiedzić nasze stoisko?

Jeżeli chcecie porozmawiać bezpośrednio z przedstawicielami różnych działów i poznać specyfikę pracy w poszczególnych zespołach – koniecznie nas odwiedźcie. Dowiecie się więcej na temat kariery w firmie, jak również poznacie szczegółowo wymogi rekrutacyjne stawiane kandydatom. Nie zapomnijcie o CV – będziecie mieli możliwość na miejscu skonsultować je z rekruterem.

Czekamy na Was w piątek 29 marca w Budynku E Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu przy ul. Komandorskiej 118/120 od 9:00 do 14:00.

27 marca zapraszamy na spotkanie z KPMG na Uniwersytecie Jagiellońskim w godz. 9:00 – 14:00. To kolejna krakowska uczelnia, którą odwiedzimy w tym roku akademickim. Wyruszamy, aby wyłowić talenty, które opowiedzą nam o swojej wizji kariery, a my o tym, w jaki sposób można dołączyć do naszych zespołów.

Dlaczego warto się z nami spotkać?

Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej na temat kariery w firmie, jak również poznać szczegółowo wymogi rekrutacyjne stawiane kandydatom – koniecznie nas odwiedźcie. To również szansa, aby porozmawiać bezpośrednio z przedstawicielami różnych działów i poznać specyfikę pracy w poszczególnych zespołach. Nie zapomnijcie o CV – będziecie mieli możliwość na miejscu skonsultować je z rekruterem.

Czekamy na Was w środę 27 marca w Gmachu Głównym Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ przy ul. prof. St. Łojasiewicza 4 od 9:00 do 14:00.