Na co dzień pędzi slalomem przez życie między swoimi sportowymi pasjami, a pracą. Radosław Marcinkowski, Senior Assistant w zespole aktuariatu KPMG opowiada jak to jest nosić „sportowe okulary”.

Sport towarzyszy Ci od zawsze, ale kiedy stał się on Twoim sposobem na życie?

Sport zawsze był niezwykle ważną częścią mojego życia. Od najmłodszych lat trenowałem i próbowałem wielu sportów w różnych klubach i sekcjach, np. koszykówki, siatkówki, tenisa, karate, windsurfingu itp. Najdłużej i najwytrwalej jednak przywiązany byłem do dwóch z nich – snowboardu i piłki nożnej. Na desce zacząłem jeździć w wieku 5 lat i nie pamiętam zimy, bez co najmniej jednego dłuższego wypadu w góry, a w piłkę zacząłem trenować tuż przed 5-tymi urodzinami i tak to trwa do dzisiaj. W ostatnich latach pasja do snowboardu zapłonęła nawet jeszcze bardziej, po tym jak przerzuciłem się na deski zawodnicze i zacząłem regularnie startować w konkurencji slalomu. Nie umiem spojrzeć na swoje życie bez tych „sportowych okularów”, nie wiem czy to mój sposób na życie, ale na pewno nie wyobrażam sobie życia bez niego – to coś, co mnie nakręca!

Doba ma tylko 24h, a Ty potrafisz nią świetnie zarządzać. Jak wygląda Twój tydzień, kiedy musisz łączyć pracę zawodową z karierą sportową?

Obecnie z piłki trawiastej przeniosłem się na halową odmianę piłki nożnej tj. futsal. Gram w zespole występującym na co dzień w Futsal Ekstraklasie, czyli najwyższej polskiej oficjalnej lidze, gdzie mierzymy się z takimi zespołami jak Legia Warszawa czy Piast Gliwice. W związku w tym mój plan na każdy dzień, tydzień i miesiąc jest dość sztywno rozplanowany. Trenujemy wieczorami 3 razy w tygodniu po pracy, do tego raz basen oraz odnowa i praca z fizjoterapeutą. W każdy weekend gramy mecz, fajnie jeśli jest to mecz domowy, bo zostaje trochę wolnego czasu. Jednak, w co drugi weekend jedziemy na mecz wyjazdowy (m.in. do Bielska-Białej, Leszna, Gdańska czy Wrocławia) i wtedy wyjeżdżamy zazwyczaj około 9 rano, aby wrócić koło północy. Jeśli następny dzień to poniedziałek, to uwierzcie mi, że niełatwo jest rano wstać do pracy 😉 Jeśli podliczyć rozgrywki ligowe, pucharowe oraz dodatkowe turnieje i sparingi/obozy w okresie przygotowawczym, to wychodzi rocznie około 42 dni/weekendów meczowych. Nie zostaje wiele czasu wolnego, dlatego najczęściej tuż po ostatnim meczu w grudniu, wsiadam w samochód i pędzę w góry, aby wykorzystać w jak największym stopniu możliwość jazdy na desce i przygotowania się do zawodów w tej konkurencji. Staram się brać udział w około 3-5 w trakcie roku, zaczynając od Pucharu Polski w snowboardzie czy też Akademickich Mistrzostwach Polski. Całe szczęście, że moja rodzina i najbliżsi wspierają mnie w tym, bez nich i ich akceptacji ciężko byłoby to wszystko pogodzić, za co jestem im ogromnie wdzięczny.

Czas, który inwestujesz w sport przyniósł Ci do tej pory świetne sukcesy! Opowiesz kilka słów o najważniejszych z nich?

Jeśli chodzi o futsal to zdecydowanie jest to wyjazd na Akademickie Mistrzostwa Świata do Kazachstanu z kadrą Polski u-26. Niesamowite przeżycie, emocje i pierwszy mój kontakt z kadrą narodową. Zajęliśmy 8 miejsce, a moja dobra gra na tyle spodobała się selekcjonerowi dorosłej reprezentacji, że miesiąc później dostałem powołanie na zgrupowanie seniorskiej reprezentacji Polski. Oficjalnego meczu w dorosłej reprezentacji jeszcze nie zagrałem, ale o spełnienie tego marzenia dalej walczę i nie zamierzam się poddawać. W kontekście snowboardowym, to za swój największy sukces mogę uznać 3 miejsce na Akademickich Mistrzostwach Polski sprzed 2 lat. Przegrałem wtedy jedynie z dwoma czynnymi zawodnikami Polskiej kadry narodowej w snowboardzie, którzy regularnie trenują na śniegu, przez co najmniej 7 miesięcy w roku.  Jest to wynik, który zdecydowanie napawa mnie dumą. W tym samym roku prawie udało mi się wskoczyć do czołowej 16-stki zawodów rangi FIS w ramach mistrzostw Polski. Zająłem 17 miejsce, z którego jednak i tak jestem zadowolony biorąc pod uwagę, że przyjechali wtedy zawodnicy z ponad 6 krajów. Mam nadzieję, że w tym roku obostrzenia pandemiczne pozwolą wziąć udział w kolejnych zawodach i poprawić te rezultaty.

Zdecydowałeś się studiować aż 3 kierunki studiów. Czy łatwo było Ci połączyć karierę sportową z nauką? Skąd pomysł, aby studiować zarówno kierunki ścisłe, jak i humanistyczne?

Wolnego czasu wpradzie nie było za wiele już przy 2 kierunkach, trzeci tak naprawdę niewiele zmienił, jeśli chodziło o czas wolny. Musiałem po prostu być jeszcze bardziej efektywny, w tym co robiłem. Całe życie starałem się robić jak najwięcej mogłem, głównie dzięki pomocy rodziców, którzy do 18 roku życia wozili mnie z miejsca na miejsce. Poza szkołą codziennie miałem średnio 2 dodatkowe zajęcia czy to treningi (jak wspomniałem wcześniej, nigdy nie trenowałem tylko piłki, zawsze również coś poza tym, zmieniały się tylko dyscypliny) i to nauczyło mnie dość dobrze zarządzać swoim czasem, w końcu bieganie z kolegami po osiedlu również było nieodzowne i musiałem na to znaleźć czas. Jeśli człowiek jest odpowiednio zmotywowany i chce sobie poradzić z dużą ilością pracy, zajęć czy treningów to zawsze jest w stanie to zrobić. Kluczem jest tylko motywacja i chęć pokonywania ewentualnych przeszkód, które pojawiają się na drodze, zamiast rezygnacji. Szczerze mówiąc to nie umiem przegrywać i to mogła być moja największa motywacja, aby nie musieć przyznawać się do tego, że nie dałem rady połączyć 3 kierunków studiów ze sportem. Ktoś twierdzi, że się nie da? No to się przekonamy 😉 Stąd w sumie wynikł też trochę ten 3 kierunek – prawo. Kolega, który studiował na zarządzaniu oraz ekonomii na UW, powiedział mi, że wybiera się również na wydział prawa. Wcześniej miałem podobne pomysły z racji na ogólne zainteresowanie tą tematyką, jednak wydawało się to mało realne. Kiedy dowiedziałem się, że zamierza on rozpocząć kolejny kierunek, postanowiłem, że jeśli on ma dać rade to ja też spróbuje. Jak się okazało i czego dowiedziałem się nie tak dawno, kolega po nieco ponad roku zrezygnował z powodu braku czasu, mi udało się wytrwać do końca.

Na co dzień pracujesz w zespole aktuariatu. Czy dostrzegasz jakieś podobieństwa między sportem, który uprawiasz, a Twoją pracą?

Pewnie na pierwszy rzut oka podobieństwa ciężko znaleźć, jednak jeśli się nad tym lepiej zastanowić to jest tu kilka wspólnych mianowników. Obie te dziedziny cechuję konieczność ciągłego myślenia na wysokich obrotach. W futsalu z racji mniejszego boiska niż na trawie, wszystko dzieje się szybciej i dynamiczniej, trzeba utrzymywać wysoki poziom koncentracji w każdej sekundzie meczu. Dużo też zależy od tego jak zawodnik myśli, przewiduje wydarzenia i rozczytuje schematy grane przez przeciwników jako, że taktyki jest więcej, a niektóre mecze przypominać mogą w pewnym sensie szachy w dynamicznej odsłonie. Podobnie jest w naszej pracy, zajmujemy się dość skomplikowanymi tematami, w których myślenie zarówno schematem, jak i nieszablonowe jest niezwykle ważne. Poprzez sport nauczyłem się też działać dobrze w sytuacjach tzw. stresowych, które dla mnie najczęściej stanowią zwiększoną motywację do działania, a nie pewnego rodzaju blokadę. To także bardzo pomaga mi w pracy, zwłaszcza gdy zbliża się deadline projektu. Umiem wtedy zatopić się w pracy, złapać odpowiednie flow i przez dłuższy czas być skupionym na tym co trzeba, organizm sam wtedy wie co i jak należy robić, a efekty takiej pracy są zazwyczaj najlepsze.

Jakie według Ciebie cechy są niezbędne do pracy w zespole aktuariatu?

Przede wszystkim poczucie humoru! Nasz zespół cechuje naprawdę świetna atmosfera, bardzo się lubimy nie tylko w pracy, ale zwłaszcza poza nią i często się widujemy. Przechodząc do cech merytorycznych, to bardzo pomocna jest otwarta głowa i umysł analityczny. Nie mam na myśli tego,, że trzeba mieć doktorat z matematyki czy finansów, wystarczy tylko być chętnym do nauki i zrozumienia ubezpieczeń od strony aktuarialnej oraz łączyć ze sobą fakty w logiczny sposób. Całej reszty można się nauczyć, a w naszym zespole jest zdecydowanie od kogo i zazwyczaj każdy chętnie udzieli dobrej rady. Jesteśmy różnorodnym zespołem ludzi, w którym każdy ma swoje pasje i nikt nie ogranicza się tylko do tego co w ubezpieczeniach, dlatego myślę, że praktycznie każda nowa osoba, która do nas dołącza lub dołączy odnajdzie się tutaj bez trudu. Zapraszamy do współpracy, każdego, kto czuje się na siłach zmierzyć się z rynkiem ubezpieczeniowym. Uważam, że jest to praca ciekawa, interesująca, ale też odpowiednio ambitna, przez co ciężko jest popaść w monotonię czy znudzenie.

Wystarczy tylko być chętnym do nauki i zrozumienia ubezpieczeń od strony aktuarialnej oraz łączyć ze sobą fakty w logiczny sposób. Całej reszty można się nauczyć, a w naszym zespole jest zdecydowanie od kogo i zazwyczaj każdy chętnie udzieli dobrej rady

– Radek Marcinkowski

Potwierdzenie kompetencji to oczywisty warunek zdobycia stanowiska w prestiżowej firmie. Kandydaci do pracy i na praktyki rozpoczynają często proces rekrutacji od testów analitycznych.  Na czym one polegają, jak zwiększyć szansę na ich pomyślne przejście i czy trzeba osiągnąć wynik 100/100, aby być atrakcyjnym kandydatem?

Testy analityczne przeprowadzane są najczęściej wśród osób zaczynających swoją przygodę na rynku pracy. Chodzi o stanowiska praktykantów, asystentów lub młodszych konsultantów. Za osobami z doświadczeniem zawodowym stoi już ich dotychczasowy dorobek i to jest główną podstawą oceny ich kompetencji. Dbamy o to, aby studenci oraz absolwenci spełniali określone wcześniej kryteria i mieli właściwe kompetencje w zależności od działu, do którego aplikują. To jest sprawiedliwe podejście – każdy musi przejść przez poszczególne i takie same etapy. Do testów analitycznych zapraszamy osoby, które przysłały do nas swoje CV. Po zapoznaniu się z dokumentami, kontaktujemy się telefonicznie z interesującymi nas kandydatami i zapraszamy ich do udziału w testach analitycznych. W KPMG testy analityczne przeprowadzane są online. Kandydat rozwiązuje je w dogodnym dla siebie momencie, w domu przed komputerem czy w innym miejscu, jeśli ma przy sobie tablet, laptop lub telefon. Otrzymuje od nas indywidualny, unikatowy link. Po jego kliknięciu przechodzi do rozwiązywania testu.

Test składa się z trzech części. Pierwszą stanowi część numeryczna, w której sprawdzamy umiejętność pracy z danymi, liczbami oraz to, czy ktoś w ogóle lubi liczyć. Podane są zbiory danych, które trzeba przeanalizować i wyciągnąć z nich informacje. W drugiej części, werbalnej, ważne jest wnioskowanie. Kandydaci dostają tekst do przeczytania. Następnie sprawdzamy, czy dana osoba potrafi czytać ze zrozumieniem oraz wyciągnąć wnioski z tego, z czym się zapoznała. Trzecim elementem jest część osobowościowa. To kwestionariusz preferencji zawodowych, który jest bezpośrednio związany z poszukiwanymi kompetencjami. Zależy nam na tym, aby osoby, które do nas przychodzą, były w stanie współtworzyć dobry, zgrany zespół – szukamy ludzi, z którymi będzie się dobrze pracować. Spędzamy ze sobą osiem-dziewięć godzin dziennie, a w niektórych okresach nawet więcej, dlatego wychodzimy z założenia, że ludzie zwyczajnie powinni się lubić. To na pewno bardzo pomaga w realizacji zadań. Praca w działach biznesowych wiąże się z częstym kontaktem z klientami, nieustannym budowaniem z nimi relacji, rozmawianiem, wyjaśnianiem różnych trudnych czy niejasnych kwestii. Oprócz umiejętności liczenia i rozumienia skomplikowanych dokumentów oraz znajomości Excela, których uczymy młodych ludzi podczas różnorodnych szkoleń, ważne jest zatem, aby osoby dołączające do KPMG były także wyposażone w kompetencje miękkie, bez których nie udałoby się zbudować pozycji KPMG na rynku. Oczywiście sprawdzamy to również podczas późniejszej rozmowy z kandydatem, w której pytamy nie tylko o kwestie merytoryczne, ale także przyglądamy się kandydatom pod względem cech osobowościowych.

Na rozwiązanie wszystkich trzech części testu jest łącznie 30 minut. Kolejne 45 minut trwa test z języka angielskiego. Oceniając wyniki, bierzemy pod uwagę progi ustalone przez każdy dział firmy, ponieważ zależy nam na tym, aby utrzymać wysoką jakość pracy i pozyskać najlepszych ludzi  z rynku. Z każdego testu otrzymujemy raport, który dokładnie analizujemy. Na tej podstawie podejmujemy decyzje, których kandydatów zapraszamy do dalszych etapów rekrutacji. Skrócony raport z testów otrzymuje również kandydat i to nawet w sytuacji, gdy nie przeszedł ich pomyślnie. W raporcie zawarte są wskazówki, jakie działania i kroki może podjąć, aby osiągnąć wyższy poziom w danej kompetencji i co zrobić, aby pokierować karierą zawodową bardziej świadomie. Wszystkie te wskazówki są spersonalizowane, ale także na tyle uniwersalne, że mogą przydać się podczas innych procesów rekrutacyjnych. Testy są ważne przez około półtora roku. Uważamy, że brakujące umiejętności można rozwinąć i za pewien czas z powodzeniem powtórzyć testy. Oczywiście trzeba w ten rozwój włożyć trochę pracy, ale dzięki naszym wskazówkom wiadomo, na jakich obszarach należy się skoncentrować w pierwszej kolejności. Warto jednak podkreślić, że testy nie są jedynym kryterium oceny kandydatów. Kolejny etap to rozmowa kwalifikacyjna, a w niektórych działach również dodatkowe zadania merytoryczne.

Garść rad, jak zwiększyć swoje szanse

Rozwiązywanie testów młodym ludziom przychodzi łatwo, mają w tym wprawę – są ciągle egzaminowani na uczelni, piszą kolokwia zaliczeniowe, egzaminy, więc są obyci z takim sposobem sprawdzania umiejętności. Nie podejrzewamy kandydatów o to, że ktoś im pomaga czy ich wyręcza. Takie działanie nie miałoby sensu, ponieważ wszelkie luki  w wiedzy lub kompetencjach zostaną bardzo szybko ujawnione podczas kolejnych etapów rekrutacji. Jak dotąd nie spotkałam się z takimi przypadkami i jestem pewna, że po drugiej stronie zawsze siedzi ta właściwa, odpowiedzialna za swoją karierę zawodową osoba. Do testów analitycznych nie można przygotować się jak do egzaminu, czyli dwa dni wcześniej usiąść i się nauczyć. Albo ktoś pewne umiejętności na tę chwilę posiada, albo nie. Na pewno jednak nie zaszkodzi wcześniej poćwiczyć rozwiązywanie takich zadań. Oczywiście nikt nie dostanie tych samych pytań, bo ich zbiór jest bardzo duży, ale warto być obeznanym z tym, jak takie testy wyglądają. Sama umiejętność ich rozwiązywania, poznania konstrukcji, może sprawić, że będziemy potrafili szybciej z nimi sobie poradzić. Ważne jest też to, aby rozwiązywać test, gdy jesteśmy wypoczęci, wyspani, gdy upewnimy się, że internet nam nie szwankuje – zły stan psychofizyczny i problemy techniczne są źródłem stresu i wydłużenia czasu reakcji. Zmęczenie, rozkojarzenie na pewno nie pomagają. Dlatego zawsze zachęcamy do wykonywania tych testów w momencie, kiedy czujemy, że mamy dużo pozytywnej energii, jesteśmy skoncentrowani i mamy ten tzw. dobry dzień. To na pewno pomaga.

Na trzy miesiąca albo nawet na pięć lat – do Niemiec albo do… Australii. Praca w zagranicznym biurze KPMG pozwala zdobyć bezcenne doświadczenie, ale jest też przygodą życia – tak przynajmniej wynika z relacji osób, które zdecydowały się na wyjazd do Hong-Kongu, Sydney czy Londynu w ramach programu „Global Mobility”. I chcą jechać kolejny raz. Dlaczego? Poznaj ich historie.

Katarzyna Trzópek, menedżer w dziale doradztwa podatkowego

Nie interesowałam się europejskimi krajami, rozglądałam się za „nieznanym lądem”, innymi kontynentami. Gdy pojawiła się możliwość wyjazdu do Sydney, nie zastanawiałam się wcale. Było to ciekawe doświadczenie zawodowe. Jestem prawnikiem i w moim zawodzie panuje stereotyp, że można go wykonywać tylko w kraju. Tymczasem Australia ma zupełnie inny system prawny i choć wiele musiałam się nauczyć, to jednak świetnie sobie poradziłam. Udowodniłam sobie, że z moim zawodem droga nie jest zamknięta i możliwe jest działanie w innych krajach.

W Sydney zajmowałam się m.in. rozwojem relacji biznesowych z klientami, które mogłyby przynieść korzyści polskiemu biuru KPMG a także zagadnieniami z zakresu prawa międzynarodowego. Spotkałam się z bardzo ciepłym przyjęciem, atmosfera w pracy była wspaniała. Swoją drogą, budziłam też ciekawość, bo tam bardzo mało wiedzą o Polsce. Właściwie jedynym skojarzeniem z Polską była wódka i to, że to zimny kraj. Gdy wyjeżdżałam w styczniu, bardzo mi współczuli, że muszę opuścić upalną Australię. Po trzymiesięcznym pobycie muszę przyznać, że jest to fantastyczny kraj z cudowną przyrodą. Piękne są też miasta. Miałam okazję pozwiedzać, bo trafiłam na dwutygodniową przerwę świąteczną – Australijczycy od Bożego Narodzenia aż do Nowego Roku nie pracują. Poza tym korzystałam z wolnych weekendów.

Dobre w takim wyjeździe jest to, że firma o wszystko się troszczy. Pomaga w załatwieniu formalności, opłaca wszystko. Musiałam na miejscu zrobić certyfikat językowy, który również został opłacony przez firmę. Wynajęto mi mieszkanie w świetnej lokalizacji, w samym centrum. W tak dobrym miejscu nie mieszkali nawet stali pracownicy.

Chętnie skorzystałabym jeszcze raz z takiego trzymiesięcznego wyjazdu. Nie jest zbyt długi, aby zdezorganizować pracę w Polsce. Gdyby pojawiła się możliwość, wybrałabym się do Nowej Zelandii albo Kanady, czyli znowu gdzieś daleko.

Martyna Brakowska, menedżer w dziale audytu

Londyn to moje ukochane miasto. Mieszkałam tam w czasie studiów. Gdy tylko pojawiła się szansa, że mogę  pojechać tam ponownie, od razu się zgłosiłam. Zanim zostałam przyjęta, przeszłam dwie rozmowy – coś na kształt rozmów kwalifikacyjnych, ale były one bardzo luźne, na różne tematy. Chcieli zapewne sprawdzić, czy będę pasować do ich zespołu.

Poza sentymentem do Londynu, moją główną motywacją było doskonalenie języka – gdy cały czas trzeba porozumiewać się po angielsku,  daje to zupełnie inny efekt niż rozmawianie od czasu do czasu.

Pojechałam do biura KPMG znajdującego się w Woodford pod Londynem. Podczas rocznego pobytu nauczyłam się bardzo, bardzo, bardzo dużo. Przede wszystkim jest tam inne podejście do audytu. Wiele mi dały kontakty z tamtejszymi klientami, mogłam poznać różne spółki. Co prawda na wyspach jest inny system prawny, ale część z tamtejszych rozwiązań podejścia do klienta wykorzystuję w pracy teraz w Polsce. Te fajne rzeczy można zaimplementować, ale też miałam okazję powiedzieć, jak my to robimy u siebie i to spotkało się z dużym zainteresowaniem.

Ciekawe również jest to, że w Wielkiej Brytanii szybciej zaczyna się karierę zawodową. Jest tam znacznie szerszy przedział wieku pracowników. Pracowałam nawet z 18-latkami, którzy byli przyjmowani na staże. Niesamowita jest również wielokulturowość w samym mieście, ale też w biurze KPMG. Nikomu nic nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, każdy może liczyć na ułatwienia. Pracowałam z Żydami, którzy – jak wiadomo – nie mogą pracować od zachodu słońca w piątek. Gdy z tego powodu nie mogli dokończyć zadania, nikt nie sprawiał im trudności, ewentualnie kończyli w niedzielę. Muzułmanie z kolei swobodnie wychodzili się modlić. Bardzo podobało mi się to, że każdy doskonale się odnajdywał w takiej multikulturowej społeczności.

To było świetne doświadczenie. W Londynie roi się od wydarzeń kulturalnych i jest wiele możliwości  spędzania wolnego czasu. Dzięki temu wyjazdowi zyskałam też pewność siebie. Uświadomiłam sobie, że mogę sobie poradzić w różnych okolicznościach. Co ważne, nie byłam traktowana w angielskim KPMG jako pracownik „pożyczony”, tylko jak równoprawny członek zespołu. Zaprzyjaźniłam się z wieloma osobami, z którymi kontakty utrzymuję do dziś. Poza tym czuję się jak promotorka Polski, bo poznani tam ludzie przyjeżdżają do mnie, a ja pokazuję im nasz kraj.

Magdalena Łagowska, starszy menedżer w dziale HR

Koordynuję działanie programu Global Mobility, czyli międzynarodowego programu KPMG skierowanego do doświadczonych pracowników, którzy chcą rozwijać swoje kompetencje zawodowe w wybranym biurze na świecie. Decyzja o zakwalifikowaniu kandydata do programu jest podejmowana na podstawie indywidualnej oceny, stażu pracy, a także warunków określonych przez biuro przyjmujące.

Na stronie internetowej programu publikowane są oferty wyjazdów do biur na całym świecie. Osoby zainteresowane mogą same się zgłaszać lub dostają taką propozycję, jeżeli mają kompetencje, na które jest zapotrzebowanie w innym kraju.

Głównym kryterium wyboru danej oferty wyjazdu jest przede wszystkim ocena możliwych korzyści zawodowych dla pracownika, związanych ze zdobyciem doświadczenia w innym kraju oraz poznaniem specyfiki pracy dla nowych klientów. O wyborze lokalizacji decydują zatem czynniki związane z profilem zawodowym uczestników programu i możliwościami biznesowymi kraju przyjmującego i wysyłającego.

Praca dla zagranicznych klientów to możliwość nawiązania nowych relacji biznesowych i poznania usług, które po zakończeniu wyjazdu mogą być rozwijane w Polsce.

Program oferuje dwa rodzaje wyjazdów: krótko- i długoterminowe. Najkrótszy to trzy miesiące a maksymalny pięć lat. W praktyce średni czas trwania wyjazdów wynosi 2-3 lata, choć popularne są również wyjazdy trzymiesięczne, które najczęściej związane są z pracą dla konkretnego klienta lub projektu.

Dzięki programowi, pracownicy mają możliwość doskonalenia wiedzy merytorycznej, a także poznania środowiska pracy i specyfiki kulturowej wybranego kraju. Osoby, które wyjeżdżają cenią sobie również możliwość doskonalenia umiejętności językowych. Praca dla zagranicznych klientów to także możliwość nawiązania nowych relacji biznesowych i poznania usług, które po zakończeniu wyjazdu mogą być rozwijane w Polsce.

Co roku liczba uczestników programu się zmienia, w zależności od skali zapotrzebowania biznesowego na wyjazdy. Polscy pracownicy mieli dotychczas możliwość wyjazdu między innymi do biur w Niemczech, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Australii, Nowej Zelandii i Hongkongu.

Ambasadorzy KPMG to prestiżowy program dla studentów I, II, III i IV roku, który pozwala im poznać specyfikę pracy w branży audytorsko-doradczej. Dla KPMG program jest elementem employer brandingu, czyli budowania wizerunku pracodawcy wśród studentów wielu uczelni.

W ramach programu docieramy do potencjalnych ambasadorów KPMG – aktywnych studentów, działających w organizacjach studenckich na uczelniach, udzielających się w mediach społecznościowych, organizujących konferencje i inne wydarzenia na swoich uczelniach. Szukamy takich osób, które będą potrafiły wspomóc nas promocyjnie oraz pomogą dotrzeć do odpowiednich grup studentów z interesujących KPMG kierunków.

Ambasadorzy to oczy i uszy KPMG na uczelniach. Dostarczają informacji o tym, czego studenci oczekują od potencjalnego pracodawcy, czego chcą się dowiedzieć o firmie, w jaki sposób chcą się z nią kontaktować. Przekazują też informacje o potrzebie merytorycznego wsparcia studentów w przełożeniu wiedzy teoretycznej na praktykę stosowaną w pracy. Swoim kolegom-studentom dostarczają wiedzy o tym, jak wygląda praca w KPMG.

Głównym zadaniem Ambasadora KPMG jest kreowanie wizerunku firmy na uczelni oraz kontakt z kołami i organizacjami studenckimi, a także biurami karier i marketingu. Podczas pracy ambasadora aż siedmiokrotnie zorganizowałem na swojej uczelni standy KPMG. Żeby je nagłośnić i przyciągnąć interesujących firmę ludzi urządzałem mini-konkursy i inne aktywności dla studentów oraz intensywnie promowałem te wydarzenia w social mediach.

Ambasador może realizować swoje działania na kilka sposobów:

Ambasadorzy realizują też autorski projekt, oparty na własnym pomyśle na budowanie wizerunku KPMG na uczelniach. Ambasador zgłasza taki pomysł do KPMG i po zaakceptowaniu, otrzymuje merytoryczne wsparcie oraz dofinansowanie na realizację projektu od A do Z.

Dla studentów zaangażowanych do programu współpraca ta jest szansą poznania firmy od środka – jej atmosfery, wymagań, ścieżki karier i awansów, a także wielu osób z działów biznesowych. Dziś niektórzy z byłych Ambasadorów to pracownicy firmy, którzy po programie przeszli praktyki i już zostali w firmie.

Dzięki programowi można poznać wielu pracowników KPMG, od asystentów po partnerów. Rozmowy z nimi pomagają lepiej zrozumieć branżę audytu. Dzięki tej pracy można znacznie rozwinąć też swoje zdolności organizatorskie i negocjacyjne.

To jednak nie jedyne korzyści, które odnosi Ambasador. KPMG każdemu gwarantuje także:

Od kilku edycji KPMG stworzyło też nowe stanowisko – Koordynatora Ambasadorów. Koordynator jest osobą, która zarządza pracą wszystkich Ambasadorów na wszystkich uczelniach w całej Polsce. Dba o ich kalendarze i pilnuje, by realizowali wszystkie projekty. Jego zadaniem jest też przygotowanie ich do realizowania projektów, czyli m.in. poinformowania, jak powinien wyglądać stand KPMG na uczelni, gdzie należy go ustawić, co przygotować, by stoisko było atrakcyjne, jakie materiały zgromadzić. Dostarcza też praktycznych wskazówek, jak rozmawiać ze studentami. Służy im swoją wiedzą i doświadczeniem z całorocznej pracy jako Ambasador oraz pomaga rozwiązywać problemy organizacyjne i kwestie formalne z administracjami uczelni.

Zbudowanie silnej marki osobistej jest niezbędne do efektywnego rozwijania kariery zawodowej w coraz bardziej konkurencyjnym świecie biznesu.

Wyobraź sobie sytuację: podchodzisz w sklepie do półki ze środkami piorącymi. Są ich dziesiątki. Wszystkie gwarantują śnieżną biel, mają podobne opakowania i cenę. Który wybierasz? Ten, który znasz i któremu ufasz. Wydobywasz z zasobów swojego umysłu symbol reprezentujący w danej kategorii bezpieczeństwo zakupu oraz efektu końcowego, jakim jest czyste i pachnące pranie. Ktoś, a dokładnie twórca wybranej przez ciebie marki, zadbał o to, byś wybrał właśnie ją. Chociaż brzmi to niezbyt zachęcająco, też jesteśmy takimi „proszkami do prania”.

Sztuka budowania

Każdy jest marką, a personal branding, czyli budowanie osobistej marki to przemyślany i zaplanowany proces zarządzania własnym wizerunkiem i karierą, a także, w naturalny sposób, relacjami na gruncie prywatnym. Tempo życia nie daje możliwości analizowania wszystkich docierających do nas informacji. Jeśli więc coś nie jest wystarczająco zauważalne i wyraziste, to po prostu nam umyka. Podobnie jest z osobami, które spotykamy na swojej drodze. Nie mamy czasu i możliwości żmudnie szukać w nich mocnych cech. Oni też ich w nas nie dostrzegą, jeśli nasze pozytywne strony nie będą widoczne na pierwszy rzut oka.

Dawne powiedzenie „Jak cię widzą, tak cię piszą” jest wciąż aktualne, jednak profesjonalne budowanie silnej marki osobistej to znacznie więcej niż odpowiedni wygląd czy zachowanie. To przede wszystkim umiejętna i spójna komunikacja z ludźmi na wielu różnych płaszczyznach. Przez tę komunikację człowiek jasno określa, kim jest, dokąd zmierza i co może zaoferować innym.

Branding personalny to dobrze przemyślany i dokładnie zaplanowany proces zarządzania własnym wizerunkiem zawodowym i karierą. Celem tego procesu jest osiągnięcie rozpoznawalności, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Profesjonalnie przygotowana strategia komunikacji marki i dobrze poprowadzony proces jej budowania, spowodują, że staniemy się rozpoznawalni w swoim środowisku zawodowym.

Najważniejsze cechy silnej marki osobistej
  1. Cecha wyróżniająca

Podstawą do budowania silnej marki osobistej jest odkrycie cechy wyróżniającej, charakterystycznej dla danego człowieka.

W obecnym natłoku bombardujących nas zewsząd informacji i spotykanych ludzi wyróżnić się nie jest łatwo, a wyróżnić pozytywnie to już naprawdę sztuka. I zupełnie nie chodzi tu o bycie „innym” w znaczeniu „odmieniec” czy „dziwny”, nie chodzi o dziwne zachowanie czy ubranie. Chodzi o wyróżnienie się poprzez wzbudzenie pozytywnych emocji, bo to właśnie emocje powodują, że kogoś zapamiętamy na dłużej.

  1. Autentyczność

Autentyczność, czyli prawdziwość tego, co mówisz, robisz, jak się zachowujesz.

To podstawa zaufania, warunku do zbudowania pozycji lidera w dłuższej perspektywie. To wrażenie, które zostawiasz po sobie, gdy wyjdziesz z pokoju czy zmienisz pracę. Twoje działania i zachowanie muszą być spójne, zgodne z wartościami, które komunikujesz. Jeśli udajesz kogoś, kim nie jesteś, łatwo o „wpadkę” i utratę mozolnie budowanej marki.

Wciąż jesteśmy świadkami takich sytuacji. Dostarczyła ich m.in. tegoroczna olimpiada, kiedy akcje uznanych polskich ciężarowców spadły z hukiem. Spektakularnym „upadkiem” była też ubiegłoroczna historia maratończyka i podróżnika Piotra Kuryło. Zaangażowany w akcje społeczne i uchodzący za człowieka z sercem na dłoni, pewnego dnia przywiązał do bramy schroniska przygarniętego wcześniej psa, tłumacząc, że musi wyjechać, a psy „tam będzie lepiej”. Internauci nie zostawili na nim suchej nitki, a sponsorzy się wycofali. Marka legła w gruzach.

  1. Przydatność i użyteczność

To, co cię wyróżnia, powinno – mówiąc kolokwialnie – na coś przydać się innym. Twój atrybut ma budzić zainteresowanie i być dla kogoś ważny. Dlatego na każdym etapie budowania swojej marki warto zadać sobie pytanie „Po co to robię i dla kogo”? Silna marka to taka, która ma wpływ na życie innych. Nie musisz być marką „światową”. Równie cenne są marki niszowe. Dla jednych nasza marka będzie miała inną moc niż dla innych. Nie można być interesującym i ważnym dla wszystkich.

Korzyści, które docenisz

Gdy jesteś marką w oczach potencjalnego klienta czy partnera biznesowego, masz od początku wyższy kredyt zaufania. Nie musisz udowadniać, że znasz się na swojej pracy. To komfort zarówno dla niego, jaki i dla ciebie. Projekty, które mają największy potencjał to te, w których ludzie ze sobą współpracują w oparciu o zaufanie.

Gdy jesteś dobrze wypozycjonowaną marką osobistą, cena skorzystania z twoich umiejętności przestaje być głównym kryterium wyboru. Na tym np. opiera się współpraca firm z tzw. „liderami opinii” – artykuły lub rekomendacje sygnowane przez znane i szanowane osoby generują znacznie większe zainteresowanie i zaangażowanie społeczności, dlatego są dobrze opłacane.

Jesteśmy własnymi markami, czy tego chcemy, czy nie. Marka może być słaba lub silna. Silna marka osobista wywiera wpływ na innych, motywuje, inspiruje, jest obiektem pożądania. Wystarczy na krótki czas przestać działać, aby inna dynamiczna osobowość wyparła naszą markę ze świadomości „core targetu”. Warto o tym pamiętać.

Praca w restauracji, na siłowni czy nauka pływania – zastanawiasz się, jak zarabiali pierwsze pieniądze menedżerowie, którzy odnieśli zawodowy sukces? Nie wiesz, czy twoje obecne zajęcie nie oddala cię od zawodowego celu? Przeczytaj, jakie doświadczenia mają menedżerowie, którzy dziś robią karierę w KPMG w Polsce.

Piotr Wodecki, menedżer, dział doradztwa podatkowego, zespół cen transferowych w KPMG w Polsce.

Pierwsze pieniądze zarobiłem na siłowni. Miało to ścisły związek z moją pasją. Gdy byłem nastolatkiem, zacząłem intensywnie ćwiczyć. Przychodziłem na siłownię na tyle często, że zaprzyjaźniłem się z jej właścicielem. Kiedyś zaproponował mi, abym go zastąpił pod jego nieobecność.

Nie tylko zajmowałem się sprawami organizacyjnymi, ale też dużo pracowałem z ludźmi na sali. Pomagałem im w ćwiczeniach. Mając 17 lat niewiele wiedziałem o prowadzeniu biznesu, ale za to sporo o treningu.

Nawet później myślałem, czy nie zająć się biznesem związanym z fitnessem, ale wtedy ten rynek w Polsce był słabo rozwinięty i doszedłem do wniosku, że jednak nie tędy droga.

Było to ciekawe doświadczenie, bo uświadomiłem sobie, ile czasu trzeba poświęcić, aby zarobić pieniądze. To ważny element dojrzewania.

Dużo się wtedy nauczyłem o kontaktach z ludźmi. Musiałem z nimi współpracować, motywować ich do dalszych ćwiczeń, zrozumieć, po co w ogóle chcą ćwiczyć. Podstawowe doświadczenie, jakie wyniosłem, to takie, że trzeba wierzyć w to, co mówi się innej osobie. Nie można dawać rad, z których samemu by się nie skorzystało. I nie jest to zasada związana tylko z aktywnością na siłowni – kieruję się nią również teraz, jako doradca podatkowy.

Pierwszym zajęciem związanym z moim wykształceniem i planami zawodowymi była praktyka w znanej kancelarii podatkowej. Potwierdziłem tam swoje wyobrażenie o tym, jak wygląda taka praca. Upewniłem się, że to właśnie chcę w życiu robić.

Z dzisiejszej perspektywy uważam, że należy spróbować w życiu różnych zajęć, nawet tych nie do końca  związanych z planami zawodowymi. Każde doświadczenie coś wnosi. Wystarczy tylko umieć wyciągnąć z niego wnioski i uczyć się.

Anna Paszkiewicz, dyrektor, dział audytu KPMG w Polsce

Pierwsze pieniądze zarobiłam jako kelnerka w Niemczech. Wyjechałam w czasie studiów na wakacje. Jednak zarobek nie był jedynym celem. Uczyłam się języka niemieckiego i chciałam go doskonalić. To zresztą zaprocentowało, bo później w ramach wymiany przez rok studiowałam na niemieckiej uczelni.

Każda praca coś wnosi w życie, przede wszystkim uczy odpowiedzialności. Nadchodzi koniec czasów, kiedy można sobie powiedzieć, że po imprezce boli mnie głowa, więc nie pójdę na wykład. Podpisujemy kontrakt i trzeba się z niego wywiązać.

A doświadczenia z czasów wakacyjnej pracy wykorzystuję do dziś. Miałam stały kontakt z ludźmi i to nauczyło mnie odpowiedniego podejścia. Dziś w KPMG pracuję przecież z klientami, a jako audytor czasem muszę powiedzieć „drogi kliencie, nie masz racji”. Ale robię to dyplomatycznie. Zawsze staram się zrozumieć, co stoi za tym, że klient ma takie zdanie na jakiś temat, a nie inne. Wtedy łatwiej mi wyjaśnić, dlaczego uważam inaczej i przekonać go do swoich racji.

Pod koniec studiów chciałam już pracować w miejscu, które jest zgodne z moimi zainteresowaniami i planami zawodowymi, czyli finansami i rachunkowością. Chciałam być audytorem zresztą promotorką mojej pracy była biegła rewident. Zdobyłam miejsce na praktyce w Union Investment. To był strzał w dziesiątkę. Zespół nie był duży, liczył jakieś 20 osób, dzięki czemu mogłam się przyglądać, jak funkcjonują wszystkie działy w firmie, byłam blisko wszystkiego. Dobrze mnie oceniano, więc po praktyce zaproponowano mi pracę. To dowód na to, że warto starać się o staże, praktyki, nawet jeśli nie wiążą się z oszałamiającym wynagrodzeniem. Po pierwsze my możemy przetestować, czy to jest rzeczywiście to, co chcemy robić, po drugie tak najłatwiej zdobyć stałe zatrudnienie.

Chcesz skutecznie korzystać z LinkedIn, a przy tym zbudować profesjonalny profil, który przyciągnie uwagę rekruterów i pozwoli znaleźć wymarzoną pracę? Wpadnij na LinkedIn workhops, podczas których:

Kiedy: 3 kwietnia 2019 r. godz. 15:00 – 16:30

Gdzie: Uniwersytet Warszawski, Wydział Nauk Ekonomicznych, budynek C, Aula C

Prowadzący:

Aby zapisać się na wydarzenie, wypełnij formularz poniżej!
Liczba miejsc jest ograniczona.