Nie ma go w pracy? Pewnie wyleciał!

Pierwszy skok wcale nie budzi największego strachu. Najtrudniejszy jest drugi i trzeci. Wtedy wiele osób rezygnuje. Przed pierwszym skokiem człowiek nie wie, czego dokładnie ma się bać. Podczas drugiego już wie. Ale dla mnie to czysta przyjemność. Przez pond 20 lat wykonałem już 1300 skoków i po każdym chcę kolejnego – o skokach spadochronowych, swojej wielkiej pasji, opowiada Radosław Ciechański, doradca podatkowy, menedżer w dziale doradztwa podatkowego w zespole ulg i dotacji KPMG w Polsce.

Zacząłem standardowo – od badań lekarskich, następnie części teoretycznej kursu. Po kilku spotkaniach nadszedł czas na praktyczne szkolenie na lotnisku. To nie jest kurs na skalę trudności egzaminów na księgowych czy audytorów. Miałem trochę meteorologii, techniki skoków, kwestie bezpieczeństwa, zdobyłem wiedzę, jak skok wpływa na organizm. No i nastąpił pierwszy skok. Co wtedy czułem, zrozumieć mogą tylko osoby, które też skaczą – bardzo trudno to wyjaśnić.

W świadomości wielu osób spadochroniarstwo funkcjonuje jako superekstremalny sport, dla komandosów. A jest to normalna aktywność fizyczna, nawet rekreacyjna. Choć może wymaga większej odporności psychicznej.

Nie chodzi tylko o adrenalinę, choć ona oczywiście jest. Skoczkowie mówią o wolności, poczuciu się jak ptak – zgadzam się z tym, skakanie daje olbrzymią frajdę. Jedni łowią ryby, inni zbierają znaczki a ja wybrałem sobie takie hobby. Choć rzeczywiście niektórym może się wydawać nienormalnym wyskakiwanie z lecącego samolotu. Dla nas nienormalnym jest lądowanie na pokładzie samolotu – czasem się śmiejemy z kolegami, że to bardziej stresujące niż skok. Lecimy po to, aby skoczyć, skoro lądujemy, to znaczy, że coś się stało, np. warunki pogodowe się popsuły albo jest jakaś awaria – czyli coś niezgodnego z założeniem.

Rekord Polski na sto osób

Zaczynam skakać praktycznie od początku sezonu, gdy tylko pogoda na to wreszcie pozwala, najczęściej od kwietnia do później jesieni. Praktycznie co weekend. Czasem są wydarzenia specjalne, jak niedawne bicie rekordu Polski. Stworzyliśmy największą w kraju formację sekwencyjną – 30 osób złapało się w powietrzu i zrobiło dwa punkty, czyli dwie różne figury.

Mamy również na koncie rekord z 2015 roku, kiedy zbudowaliśmy stuosobową formację z jednym punktem. Świetnie to wyglądało, część z nas była ubrana na biało, część na czerwono i w powietrzu stworzyliśmy barwy narodowe.

Aby takie rekordy były uznane, wszystko musi być szczegółowo dopracowane jeszcze na ziemi. Poza tym, każdy uczestnik musi mieć sportową licencję aeroklubu i ważne badania. Są sędziowie, jest konkretnie rozpisana formacja, do której każdy imiennie jest przypisany – które miejsce ma zająć i co zrobić. Ustalamy, kto z którego samolotu skacze. Planowanie a następnie perfekcyjne wykonanie są niezbędne, bowiem rekord nie zostanie uznany nawet wtedy, jeśli figura wyjdzie taka, jak powinna, ale np. dwie osoby pomyliły się i odwrotnie zajęły miejsca. W powietrzu każdy musi być tam, gdzie zostało ustalone.

Bezpieczniej niż na rowerze

Wśród skoczków są osoby, które mają posturę kuleczki, ale dobrze im się skacze. Ten sport nie wymaga jakiś niezwykłej zaprawy kondycyjnej, choć oczywiście należy się rozciągnąć, być elastycznym – to pomaga. Jeśli chodzi o treningi poza sezonem, to cieszymy się z istnienia tuneli aerodynamicznych.

Kontuzje oczywiście się zdarzają, ale mam wrażenie, że ten sport uchodzi za bardziej niebezpieczny niż jest. Najczęstszym powodem są oczywiście błędy przy lądowaniu. Jest takie powiedzenie, że spadochroniarzy dzieli się na tych, którzy już „przydzwonili” i na tych, którzy „przydzwonią”. Ale statystycznie bardziej urazowe jest jeżdżenie na rowerze.

Należę do pierwszej grupy skoczków. Raz mocniej „przydzwoniłem”, dwa razy słabiej. Po tym mocniejszym przyszła mi myśl, że może zaprzestanę skakania, ale szybko się jej pozbyłem. Jeszcze będąc o kulach i z nogą w gipsie, kupiłem nowy sprzęt i robiłem wszystko, aby jak najszybciej wrócić do skakania.

Podzielić się doświadczeniem

Najczęściej skaczę w Sky Camp pod Koninem. Jestem w tamtejszym aeroklubie również instruktorem. Ściślej – na strefie, bo tak mówimy na miejsce skoków. Cieszę się z zainteresowania młodych ludzi tym sportem. Chętnych do nauki jest więcej niż jesteśmy w stanie fizycznie przeszkolić. Część osób zaczęła od skoku tandemowego, gdzie leci się podpiętym pod skoczka jako „pasażer”. No i połknęły bakcyla. Chcą skakać same.

Na początku, po zakończonym kursie, nie ma konieczności inwestowania w sprzęt. Każda strefa szkoleniowa ma swój. Najpierw uczniom udostępnia sprzęt szkoleniowy do pierwszych skoków, następnie studencki, na którym zdobywają doświadczenie. Później nadchodzi czas na bardziej wymagające sprzęty – ale to bardzo indywidualna sprawa. Jedni skaczą mniej, inni więcej. Jeśli ktoś robi mniej skoków, wypożyczanie sprzętu wydaje się rozsądnym rozwiązaniem. Nowy, kompletny to wydatek rzędu 7 tys. dolarów.

Zmiana sprzętu wiąże się z postępami, które robimy, mówiąc w uproszczeniu chodzi o rozmiar czaszy. Zaczyna się od spadochronu, który ma 260 stóp, następnie 240, 220 aż możemy dojść np. do 120. Początkowo te przejścia są dość szybkie, niektórym na 260 wystarczy 10 skoków.

Wielu skoczków kompletowanie sprzętu zaczyna od uszycia własnego pokrowca – przylega on do ciała, powinien być dopasowany i wygodny, ale na samą czaszę nie od razu się decydują.

Spadochron zawsze się otwiera. Prawie zawsze…

Trzeba też pamiętać, że jest to czasochłonny sport, zajmuje praktycznie cały weekend. Jesteśmy zależni od pogody, ale nawet jeśli prognozy mówią, że ma być nieciekawa i tak jedziemy na lotnisko, bo często na miejscu okazuje się, że warunki do skoków są dobre. Bywa oczywiście odwrotnie. W zależności od tego, ile kto czasu może poświęcić, to 100 skoków robi w rok albo miesiąc. Od tego też zależy decyzja o własnym sprzęcie. Poza tym, jak w każdym innym sporcie – im bardziej profesjonalnie zaczynamy go uprawiać, tym większe wydatki nas czekają.

Nie zapominajmy o spadochronie zapasowym – jest rzadko używany, ale bywa… Potrzebny był mi dwa razy. Bardzo rzadko dochodzi do sytuacji, jakie widujemy w filmach, że główny spadochron w ogóle się nie otwiera. Z reguły się otwiera i dopiero wtedy coś się dzieje. Czasem winny jest sam proces złożenia – na ile starannie ktoś go wykonał. Możliwe są komplikacje przez niewłaściwą sylwetkę skoczka. Przyczyn może być wiele, ale chyba najczęściej jest to czynnik ludzki, ktoś popełnił błąd.

Poza kwestią sprzętu, są oczywiście jeszcze koszty bieżące. Koszt tzw. biletu na samolot to około 100 zł – zależy oczywiście od strefy. Spadochron można ułożyć samodzielnie albo zlecić za około 20 zł układaczom. Dziennie skoczkowie wykonują od pięciu do 20 skoków.

Społeczność skoczków

Można powiedzieć, że to sport na granicy uzależnienia – jest bardzo mało okazjonalnych skoczków. Najczęściej, jak ktoś w to wchodzi, to na całego. Jeśli z jakichś względów nie pojadę na lotnisko, to ciągle myślę: a oni tam skaczą. Jeśli ktoś nie może skakać, a ma czas, to często przyjeżdża na lotnisko, aby choć pobyć, chłonąć atmosferę.

W środowisku spadochroniarzy na całym świecie panuje zasada, że na lotnisku nie mówi się nikomu per pan, pani. Wszyscy są równi – nie ma tam prezesów, dyrektorów, doktorów, adwokatów. Nikt się nie wywyższa. Wspaniała społeczność.

Skok w biznes

Skakanie wiąże się z planowaniem, logistyką, przygotowaniem sprzętu a skok jest zwieńczeniem. To też praca zespołowa. Takie podejście do sportu można implementować w pracy. Zanim uda się osiągnąć cel, trzeba się do niego przygotować, skoordynować wysiłki wielu ludzi – jak w skokach w formacji. Najpierw próby, wizualizacje, później maksymalna koncentracja na wykonaniu zadania, nie można się rozpraszać.

Skoki też dają pewien dystans, który się przydaje na co dzień. Tam w górze wszystko dzieje się szybko, jesteśmy w ciągłym niedoczasie. W pracy tempo jest normalne, ale umiejętność szybkiego reagowania jest bardzo przydatna.

Dobrze też pracować w firmie, która rozumie, że pasje ludzi są dla nich ważne i nie przeszkadzają w pracy, tylko pozwalają ją lepiej wykonywać. Przy okazji różnych eventów, typu bicie rekordów Polski, nigdy nie miałem problemu z urlopem.

kontakt

jeśli masz pytania
napisz do nas!
kariera@kpmg.pl

Ta strona używa plików cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień przeglądarki w tym zakresie, oznacza zgodę na ich używanie. Więcej informacji na ten temat znajduje się w naszej polityce prywatności.

Zamknij